|
ekonomia czy zarządzanie
| 2008-02-24 19:52:16 |
ekonomia czy zarządzanie |
pytajnik |
z czego lepiej zrobić doktorat - z ekonomii czy z zarządzania?
która dyscyplina jest bardziej ceniona na rynku pracy?
--
|
| 2008-02-25 00:53:23 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Piotr [trzykoty] |
"pytajnik" wrote
>z czego lepiej zrobić doktorat - z ekonomii czy z zarządzania?
> która dyscyplina jest bardziej ceniona na rynku pracy?
Trzeba by się zastanowić czy w ogóle doktorat jest ceniony na nienaukowym
rynku pracy...
Zarządzanie jest bardziej praktyczne, dotyczy przedsiębiorstwa, choć to
słowo ostatnio źle się kojarzy. Ekonomia to bardziej coś makro, analizy
gospodarki dla banków, anlaitycy giełdowi itd. Ale temat możesz sobie wybrać
taki jak chcesz, akurat różnice między dyscyplinami nie są duże.
|
| 2008-02-26 11:48:47 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Pawel Baranowski |
> Trzeba by się zastanowić czy w ogóle doktorat jest ceniony na nienaukowym
> rynku pracy...
Oczywiście problem pt. po co mi to, jest podstawowy. To bardzo dużo pracy
o ile chcesz żeby to miało sens, przy 3-4 latach naprawdę trzeba poświęcić
kilkanaście godzin tygodniowo tylko na to (wg moich doświadczeń). Więc
może się okazać, że lepiej podyplomowe/MBA? (chyba cenione bardziej w tzw.
komercji)
A jeśli już pisać to trzeba się zastanowić U KOGO? i wtedy tam gdzie
on/ona pracuje (zarządzanie/ekonomia) pisać...
pozdrawiam |
| 2008-02-26 15:00:39 |
Re: ekonomia czy zarzšdzanie |
J.F. |
On Tue, 26 Feb 2008 11:48:47 +0100, Pawel Baranowski wrote:
>> Trzeba by się zastanowić czy w ogóle doktorat jest ceniony na nienaukowym
>> rynku pracy...
>
>Oczywiście problem pt. po co mi to, jest podstawowy. To bardzo dużo pracy
>o ile chcesz żeby to miało sens, przy 3-4 latach naprawdę trzeba poświęcić
>kilkanaście godzin tygodniowo tylko na to (wg moich doświadczeń). Więc
>może się okazać, że lepiej podyplomowe/MBA? (chyba cenione bardziej w tzw.
>komercji)
Z zarzadzania lepiej MBA, tylko .. zeby sie "zwrocilo" to jeszcze
musisz znalezc kogos kto ci stanowisko da. Tego sie raczej nie
zalatwia na zasadzie "szukamy kandydata na dyrektora, glowny
atut to MBA".
Natomiast doktorat z jakiejs ciekawej dziedziny [gielda, ocena ryzyk,
ubezpieczenia...] moze dac ciekawe stanowisko ... ale w Londynie :-(
No chyba ze masz znajomosci najwyzsze, moze kiedys zostaniesz
np kandydatem na prezesa NBP i nie bedzie ci jakis Balcerowicz
zarzucal "wydaje sie ze kandydat ma za malo publikacji w dziedzinie
gospodarki pienieznej"
J.
|
| 2008-02-27 10:25:35 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Piotr [trzykoty] |
Użytkownik "Pawel Baranowski" napisał
> Oczywiście problem pt. po co mi to, jest podstawowy. To bardzo dużo pracy
> o ile chcesz żeby to miało sens, przy 3-4 latach naprawdę trzeba poświęcić
> kilkanaście godzin tygodniowo tylko na to (wg moich doświadczeń).
Kilkanaście godzin tzw. samej pracy naukowej? Czy łącznie z innymi
obowiązkami doktoranta(zajęcia własne i prowadzone itp., chyba, że robiłeś z
"wolnej stopy" i ich nie było)? I co, nie żałujesz tych doświadczeń, przydał
Ci się ten doktorat?
|
| 2008-02-28 13:08:32 |
Re: ekonomia czy zarzšdzanie |
Pawel Baranowski |
J.F. pisze:
> Natomiast doktorat z jakiejs ciekawej dziedziny [gielda, ocena ryzyk,
> ubezpieczenia...] moze dac ciekawe stanowisko ... ale w Londynie :-(
Nie zgadzam się. PhD nawet w średnim uniwersytecie w UK/USA to ZUPEŁNIE co
innego niż dr w Polsce niezależnie od tego czy to jest SGH czy WNE UW czy
AE Kraków albo UŁ.
Jeśli tam piszą, że ma być M.A. in Economics, to bym dopiero po doktoracie
polskim aplikował (i to nie każdym) a nie po polskim mgr. Zresztą programy
zajęć są publicznie dostępne i wystarczy pogooglać i zobaczyć. Pisałem dr
z makroekonomii/ekonometrii i jak zobaczyłem makro zaawansowane na MIT
(poziom PhD) to wymiękam, chyba nawet z tej dziedziny z której pisałem tu
pracę.
pozdrawiam |
| 2008-02-28 13:29:30 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Pawel Baranowski |
Piotr [trzykoty] pisze:
> Kilkanaście godzin tzw. samej pracy naukowej? Czy łącznie z innymi
> obowiązkami doktoranta(zajęcia własne i prowadzone itp., chyba, że robiłeś z
> "wolnej stopy" i ich nie było)? I co, nie żałujesz tych doświadczeń, przydał
> Ci się ten doktorat?
Tak, kilkanaście godzin pracy naukowej. Ale może jestem mało kumaty, albo
miałem sporo do nadrobienia? W każdym razie wielu kolegów, których oceniam
wysoko, pisało 5-6 lat pracując na uczelni i poświęcając w ostatnich 3-4
latach też kilkanaście godzin. Zajęcia własne nie było ich tak dużo, ale
to też trzeba uwzględnić w postaci dodatkowych 4 godzin tygodniowo...
Prowadzone oraz biurokracja zapychały mi resztę tygodnia, w tym często
weekedny... Przed finiszem praktycznie 2-3 miesiące tylko doktorat
poprawki ciągłe i nauka do egz. doktorskich, więc jak pracujesz to urlop
(w moim przypadku wypadły akurat wakacje). Pomiędzy złożeniem pracy a
egzaminami autoreferat etc.
Nie żałuję, dużo się nauczyłem (a chyba najwięcej dowiedziałem się czego
jeszcze nie wiem!), stopień zostaje jakby co...
Pracuję na uczelni, więc mój szef (=rektor) "z automatu" docenił to w
postaci podwyżki :-)
pozdrawiam |
| 2008-02-28 13:34:51 |
Re: ekonomia czy zarzdzanie |
J.F. |
On Thu, 28 Feb 2008 13:08:32 +0100, Pawel Baranowski wrote:
>J.F. pisze:
>> Natomiast doktorat z jakiejs ciekawej dziedziny [gielda, ocena ryzyk,
>> ubezpieczenia...] moze dac ciekawe stanowisko ... ale w Londynie :-(
>
>Nie zgadzam się. PhD nawet w średnim uniwersytecie w UK/USA to ZUPEŁNIE co
>innego niż dr w Polsce niezależnie od tego czy to jest SGH czy WNE UW czy
>AE Kraków albo UŁ.
>Jeśli tam piszą, że ma być M.A. in Economics, to bym dopiero po doktoracie
>polskim aplikował (i to nie każdym) a nie po polskim mgr.
Ale my tu nie o poziomie nauczania, tylko jak sie tytul przeklada na
zarobki :-)
Niemcy maja pewna tytulomanie i moze cos dorzuca za dr, albo z dwojga
kandydatow wybiora doktora, inni niekoniecznie.
Dla zdolnych ludzi sa ciekawe stanowiska badawcze w komercyjnych
finansach .. ale widziales takie ogloszenia w Polsce ?
Niby jakis analityk rynku ropy w Orlenie by sie przydal, a OFE i
funduszy inwestycyjnych tez nam nie brakuje .. ale czy to jednak
nie na zywiol idzie ?
>Zresztą programy
>zajęć są publicznie dostępne i wystarczy pogooglać i zobaczyć. Pisałem dr
>z makroekonomii/ekonometrii i jak zobaczyłem makro zaawansowane na MIT
>(poziom PhD) to wymiękam, chyba nawet z tej dziedziny z której pisałem tu
>pracę.
Tak mowiac szczerze to nie podejrzewam zeby w praktyce okazywalo sie
to jakos znaczaco rozne - tam w koncu tez normalni ludzie zyja.
J.
|
| 2008-02-28 13:49:59 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Piotr [trzykoty] |
A jako pracownik nauki, którą formę doktoryzowania się uważasz za lepszą i
pożądaną w Polsce: etatowa asystentura, studia doktoranckie, czy studia
doktoranckie zaoczne/z wolnej stopy przy pracy gdzie indziej?
Którą drogą sam szedłeś?
Obecnie jest wiele modeli, dobrze byłoby to sprowadzić do jednego, jak
uważasz?
|
| 2008-02-28 17:48:01 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
J.F. |
On Thu, 28 Feb 2008 13:49:59 +0100, Piotr [trzykoty] wrote:
>A jako pracownik nauki, którą formę doktoryzowania się uważasz za lepszą i
>pożądaną w Polsce: etatowa asystentura, studia doktoranckie, czy studia
>doktoranckie zaoczne/z wolnej stopy przy pracy gdzie indziej?
A jest jeszcze etatowa asystentura ? To sie uczelni nie oplaca :-)
Chyba najlepiej na studiach, no chyba ze mozesz pogodzic z praca
zawodowa.
J.
|
| 2008-02-29 03:00:07 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Magnitudo |
Myślisz o wiedzy. Inżynier informatyk - poważnie i krótko. Taki to na
studiach magisterskich może zabić ćwieka polskim profesorom. Ciekawą
alternatywą są studia ekonofizyczne. Dają naprawdę w polskich warunkach nowy
warsztat. Ale takie są na poziomie licencjackim/magisterskim, choć w
przełożeniu na kierunek ekonomiczny to doktorskie.
Chcesz dostać dodatkową kasę za papier - nie ma takiej opcji. Nawet MBA nie
robi wrażenia. Rynek się nasycił. Jest 69 000 bezrobotnych ekonomistów od
technika do doktora.
Nie wiem po jakich kierunkach chcesz robić doktorat i z jakiego tematu? No i
o jakim pracodawcy myślisz?
Ja osobiście myślę, że komercyjny woli zarządzanie, uczelniany ekonomię,
jako tę dziedzinę bardziej teoretyczną. Zarządzanie myślę, że najlepiej u
Koźmińskiego. Poza tym zarządzanie to mikroekonomia, ekonomia mezo- lub
makroekonomia. Tak czy inaczej dalej od ekonomiki przedsiębiorstwa.
Napisz po czym jesteś z czego masz mgra lub ewentualnie licencjata, co cię
interesuje, czym się zajmujesz?
W sumie studia, które mają się zwrócić są związane z twoją pracą i wiedzą,
którą masz.
|
| 2008-02-29 09:28:27 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Piotr [trzykoty] |
Użytkownik "J.F." napisał
> A jest jeszcze etatowa asystentura ? To sie uczelni nie oplaca :-)
Szczątkowo. Ale nie wszędzie są uprawnienia do habilitacji, a więc do
prowadzenia zorganizowanych studiów dokt. Ponoć znowu ma się opłacać (zmiana
współczynników). Ale studia dokt jako model już się tak rozwinęły, a teraz
lansuje się nowe studia-zaoczne dokt. Obok cały czas działają przewody bez
studiów, choć nie wiem, czy nie wymierają.
|
| 2008-02-29 10:26:25 |
Re: ekonomia czy zarz?dzanie |
Pawel Baranowski |
J.F. pisze:
> Tak mowiac szczerze to nie podejrzewam zeby w praktyce okazywalo sie
> to jakos znaczaco rozne - tam w koncu tez normalni ludzie zyja.
>
Tak, tylko z całych Stanów = 250 mln osób + imigranci najzdolniejsi, idzie
doktorat z ekonomii na MIT, Princeton, Columbia czy Harvardzie łącznie
100-200 osób rocznie (moje szacunki, a nie liczby faktyczne, nie wiem jak
to zweryfikować). Mój wydział już teraz przyjmuje łącznie ok. 50 osób
rocznie na doktorat (stacjonarne i niestacjonarne + asystenci). Przy czym
wiele osób pracuje i zjawia się na uczelni 1 dzień tygodniowo. Nie oceniam
tego, ale trudno się dziwić, że poziom jest diametralnie różny. Do tego
dorzućmy nakłady na naukę oraz dużo większą motywację do pracy i wiadomo
skąd jest wynik.
Zresztą o faktach możemy podyskutować jak porównasz programy nauczania.
pozdrawiam |
| 2008-02-29 10:31:11 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Pawel Baranowski |
J.F. pisze:
> On Thu, 28 Feb 2008 13:49:59 +0100, Piotr [trzykoty] wrote:
>> A jako pracownik nauki, którą formę doktoryzowania się uważasz za lepszą i
>> pożądaną w Polsce: etatowa asystentura, studia doktoranckie, czy studia
>> doktoranckie zaoczne/z wolnej stopy przy pracy gdzie indziej?
>
> A jest jeszcze etatowa asystentura ? To sie uczelni nie oplaca :-)
>
Jest :)
Sam doświadczyłem. Dużo pracy, naprawdę ciężko. Pensum + nadgodziny,
których nie możesz odmówić + badania + pomoc przy biurokracjach katedry,
to wszystko za śmieszną pensję. Ale plusem (dla pracownika, dla poziomu
nauki to raczej nie jest zbyt korzystne IMO) jest gwarancja etatu po
obronie...
Myślę, że studia doktoranckie stacjonarne są najlepsze. Mam kolegę w
pokoju, który nie ma etatu i studiuje tak. Te 10 godzin tygodniowo więcej
daje mu naprawdę dużo!
No i być może brak gwarancji etatu mobilizuje do cięższej pracy żeby go
dostać :)
pozdrawiam |
| 2008-02-29 10:42:16 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Piotr [trzykoty] |
Użytkownik "Pawel Baranowski" napisał
> Te 10 godzin tygodniowo więcej daje mu naprawdę dużo!
Więcej... niż? Co przez to rozumiesz?
> No i być może brak gwarancji etatu mobilizuje do cięższej pracy żeby go
> dostać :)
Ale chyba gorzej finansowo podczas tych 4lat, tzn. stypendium dużo niższe od
pensji w asystenturze?
Jeśli w ogole takowe dostaje, bo nie wiem jaka jest strategia stypendialna w
Twojej uczelni.
|
| 2008-02-29 14:24:21 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Pawel Baranowski |
Piotr [trzykoty] pisze:
> Ale chyba gorzej finansowo podczas tych 4lat, tzn. stypendium dużo niższe od
> pensji w asystenturze?
> Jeśli w ogole takowe dostaje, bo nie wiem jaka jest strategia stypendialna w
> Twojej uczelni.
UŁ: stypendium ok. 1150 zł, pensja asystenta ok. 1400 zł netto. Niby
trochę więcej (+ składki ZUS), ale roboty duuużo więcej. No i jak masz
grant czy coś w tym rodzaju to doktorant nie płaci ZUS od umowy o dzieło.
pozdrawiam |
| 2008-02-29 14:48:44 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Piotr [trzykoty] |
Użytkownik "Pawel Baranowski" napisał
> UŁ: stypendium ok. 1150 zł,
A wielu doktorantów je ma w UŁ? Bo w wielu wydziałach takie stypendia
istnieją tylko na papierze, a faktycznie to mniej niż 20-25% osób je
dostaje. Efekt jest taki, że pozostali bardziej myślą o tym jak znaleźć i
sprostać robocie poza uczelnią niz napisać doktorat.
>pensja asystenta ok. 1400 zł netto.
A jak obroni dr ile mniej więcej % mu wzrośnie, jest jakaś motywacja
"pieniężna" do szybkiej obrony?
Na marginesie: Jakie koszty uzyskania przychodu ma asystent: normalne czy
50% tak jak Twórca w ustawie o prawach autorskich?
|
| 2008-02-29 22:05:59 |
Re: ekonomia czy zarz?dzanie |
Magnitudo |
Mógłbyś zostawić link do programu PhD na MIT z ekonometrii/statystyki. Jakoś
się nie mogę dokopać...
Użytkownik "Pawel Baranowski" napisał w
wiadomości news:47c7cfa3$1@news.home.net.pl...
> J.F. pisze:
>
>> Tak mowiac szczerze to nie podejrzewam zeby w praktyce okazywalo sie
>> to jakos znaczaco rozne - tam w koncu tez normalni ludzie zyja.
>>
> Tak, tylko z całych Stanów = 250 mln osób + imigranci najzdolniejsi, idzie
> doktorat z ekonomii na MIT, Princeton, Columbia czy Harvardzie łącznie
> 100-200 osób rocznie (moje szacunki, a nie liczby faktyczne, nie wiem jak
> to zweryfikować). Mój wydział już teraz przyjmuje łącznie ok. 50 osób
> rocznie na doktorat (stacjonarne i niestacjonarne + asystenci). Przy czym
> wiele osób pracuje i zjawia się na uczelni 1 dzień tygodniowo. Nie oceniam
> tego, ale trudno się dziwić, że poziom jest diametralnie różny. Do tego
> dorzućmy nakłady na naukę oraz dużo większą motywację do pracy i wiadomo
> skąd jest wynik.
> Zresztą o faktach możemy podyskutować jak porównasz programy nauczania.
>
> pozdrawiam
|
| 2008-03-01 11:50:04 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
MarekZ |
Użytkownik "Piotr [trzykoty]" napisał w wiadomości
news:fq92fq$stp$1@z-news.pwr.wroc.pl...
> Na marginesie: Jakie koszty uzyskania przychodu ma asystent: normalne czy
> 50% tak jak Twórca w ustawie o prawach autorskich?
To akurat zależy wyłącznie od tego w jaki sposób jest sformułowana umowa o
dzieło, tzn. czego dotyczy. Nie ma tutaj żadnej zalezności od tego kim jest
albo czym się zajmuje podatnik.
marekz
|
| 2008-03-02 17:52:07 |
Re: ekonomia czy zarzdzanie |
A.L. |
On Thu, 28 Feb 2008 13:08:32 +0100, Pawel Baranowski
wrote:
>J.F. pisze:
>
>> Natomiast doktorat z jakiejs ciekawej dziedziny [gielda, ocena ryzyk,
>> ubezpieczenia...] moze dac ciekawe stanowisko ... ale w Londynie :-(
>
>Nie zgadzam się. PhD nawet w średnim uniwersytecie w UK/USA to ZUPEŁNIE co
>innego niż dr w Polsce niezależnie od tego czy to jest SGH czy WNE UW czy
>AE Kraków albo UŁ.
>Jeśli tam piszą, że ma być M.A. in Economics, to bym dopiero po doktoracie
>polskim aplikował (i to nie każdym) a nie po polskim mgr. Zresztą programy
>zajęć są publicznie dostępne i wystarczy pogooglać i zobaczyć. Pisałem dr
>z makroekonomii/ekonometrii i jak zobaczyłem makro zaawansowane na MIT
>(poziom PhD) to wymiękam, chyba nawet z tej dziedziny z której pisałem tu
>pracę.
>
Slusznie, Panei Baranowski. Zupelnie nie to samo. Moj pierwszy
"disaster" na powyzej-sredniej uniwersytecie amerykanskim mial miejsce
w ciagu pierwszego tygodnia, gdy zaprowadzono mnie do pakamery pelnej
manusktyptow. Przekartkowalem kilka i zauwazylem: "Jak na prace
magisterskie to niezbyt ambitne". "JAKIE MAGISTERSKIE???" oburzyl sie
chairman "TO SA NASZE NAJLEPSZE PRACE DOKTORSKIE!!!"
Uczelnie amerykanskie zna Pan z widzenia albo z ksizeczek dla skautow.
MIT, wie Pan, jest tylko jeden. Harvard, wie Pan, jest tylko jeden. A
"uczelni wyzszych" jest w USA cos kolo 10 tysiecy. Wiec neich Pan nie
generalizuje
A.L. |
| 2008-03-02 17:52:36 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
A.L. |
On 24 Feb 2008 19:52:16 +0100, "pytajnik" wrote:
>z czego lepiej zrobić doktorat - z ekonomii czy z zarządzania?
>która dyscyplina jest bardziej ceniona na rynku pracy?
Nie warto - moda na to juz minela.
A.L. |
| 2008-03-02 18:09:20 |
Re: ekonomia czy zarz?dzanie |
A.L. |
On Fri, 29 Feb 2008 10:26:25 +0100, Pawel Baranowski
wrote:
>J.F. pisze:
>
>> Tak mowiac szczerze to nie podejrzewam zeby w praktyce okazywalo sie
>> to jakos znaczaco rozne - tam w koncu tez normalni ludzie zyja.
>>
>Tak, tylko z całych Stanów = 250 mln osób + imigranci najzdolniejsi,
Jacy "najzdolneijsi imigranci"?.. Wiekszosc imigrantow rozrabia beton
na budowie, sprzata lub zbiera salate
> idzie
>doktorat z ekonomii na MIT, Princeton, Columbia czy Harvardzie łącznie
>100-200 osób rocznie (moje szacunki, a nie liczby faktyczne, nie wiem jak
>to zweryfikować).
Zapomnial Pan jeszcze dodac ze "tuition" w Panskich ulubionych
szkolach jest zredu 40 tysiecy rocznie. To jest dosyc duzo, biorac pod
uwage ze tylko 5% Amerykanow zarabia powyzej 100 tysiecy rocznie,a w
najbogatszym stanei Ameryki (Connecticut) dochod na gospodarstwo
domowe jes tkolo 40 tysiecy rocznie. Co dterminyje kto idzie studiwoac
do tych szkol
A.L. |
| 2008-03-02 18:10:59 |
Re: ekonomia czy zarzšdzanie |
A.L. |
On Tue, 26 Feb 2008 11:48:47 +0100, Pawel Baranowski
wrote:
>> Trzeba by się zastanowić czy w ogóle doktorat jest ceniony na nienaukowym
>> rynku pracy...
>
>Oczywiście problem pt. po co mi to, jest podstawowy. To bardzo dużo pracy
>o ile chcesz żeby to miało sens, przy 3-4 latach naprawdę trzeba poświęcić
>kilkanaście godzin tygodniowo tylko na to (wg moich doświadczeń).
To musi co kiepski doktorat Pan zrobil jak wystarczalo, cytuje:
"kilkanascie godzin tygodniowo". No i pierwsze slysze ze "kilkanascie
godzin tygodniowo" to, cytuje: "bardzo duzo pracy"
Jaka uczelnie, mozna wiedziec?..
A.L. |
| 2008-03-02 22:23:40 |
Re: ekonomia czy zarządzanie |
Pawel Baranowski |
Piotr [trzykoty] pisze:
> A jak obroni dr ile mniej więcej % mu wzrośnie, jest jakaś motywacja
> "pieniężna" do szybkiej obrony?
po doktoracie podwyżka ok. 50%, więc jest :)
> Na marginesie: Jakie koszty uzyskania przychodu ma asystent: normalne czy
> 50% tak jak Twórca w ustawie o prawach autorskich?
tutaj jest w zależności od stanowiska. kiedyś chyba ktoś mi wyjaśniał to
na p.s.e. więc możesz poszukać. Chyba profesor ma całość wg 50%, adiunkt
ok. połowy, a asystent 1/4 - reszta normalnie.
pozdrawiam
|
| 2008-03-02 22:43:54 |
Re: ekonomia czy zarz?dzanie |
Pawel Baranowski |
Magnitudo pisze:
> Mógłbyś zostawić link do programu PhD na MIT z ekonometrii/statystyki. Jakoś
> się nie mogę dokopać...
>
The course is an introduction to univariate and multivariate time series
models [więc na pewno nie PhD, podejrzewam, że introduction na poziomie MA].
Egzamin masz tu, dałbyś radę?
http://ocw.mit.edu/NR/rdonlyres/Economics/14-384Time-Series-AnalysisFall2002 /C1787412-AAD8-4B4A-A268-A9140A7BDCA7/0/45732.pdf
No a tutaj masz coś (chyba) na poziomie PhD:
http://ocw.mit.edu/OcwWeb/Economics/14-386Spring-2007/Readings/index.htm
S zczerze mówiąc jako dr ekonometryk, który nawet jak czegoś nie rozumie to
stara się dużo czytać, nie słyszałem o ostatnim temacie. O semiparametric
i nonparametric słyszałem jedynie dlatego, że interesuję się
nieliniowościami oraz dlatego, że mój kolega ostatnio coś robił w ten sposób.
Treatment effects - problem niby znany, ale nazwy nie kojarzyłem :)
pozdrawiam |
| 2008-03-03 00:11:31 |
Re: ekonomia czy zarz?dzanie |
Magnitudo |
> The course is an introduction to univariate and multivariate time series
> models [więc na pewno nie PhD, podejrzewam, że introduction na poziomie
> MA].
>
> Egzamin masz tu, dałbyś radę?
> http://ocw.mit.edu/NR/rdonlyres/Economics/14-384Time-Series-AnalysisFall2002/C1787412 -AAD8-4B4A-A268-A9140A7BDCA7/0/45732.pdf
Bez jaj ja ledwie kumam ekonometrię, ale też nie miałem motywacji się w nią
jakoś wgryzać, bo po zrobieniu kilku rozkładów historycznych cen spółek
notowanych na WGPW zobaczyłem jak mi parametry latają po wykresie. Wcale
nie były symetryczne, a już na pewno normalne. Nie wychodziły mi z tego
rozkłady przypominające dzwon. Swierdziłem, że ekonometria to musi być pic
na wodę.
> No a tutaj masz coś (chyba) na poziomie PhD:
>
> http://ocw.mit.edu/OcwWeb/Economics/14-386Spring-2007/Readings/index.htm
>
> Szczerze mówiąc jako dr ekonometryk, który nawet jak czegoś nie rozumie to
> stara się dużo czytać, nie słyszałem o ostatnim temacie. O semiparametric
> i nonparametric słyszałem jedynie dlatego, że interesuję się
> nieliniowościami oraz dlatego, że mój kolega ostatnio coś robił w ten
> sposób.
> Treatment effects - problem niby znany, ale nazwy nie kojarzyłem :)
>
> pozdrawiam
Hmm... kwestia wariancji poruszana jest na fizyce statystycznej, podobnie
jak analiza fouriera i inne zaawansowane metody dekompozycji szeregów
czasowych oraz ich modelowania. Nie mówię, że jestem autorytetem w
ekonometrii i fizyce. Porównując jedynie programy nauczania widzę, że w
Polsce na fizyce nawet licencjacie taka analiza już jest wprowadzana, a na
MIT ruszają ją na PhD w sumie można sobie sprawdzić.
Coś znajdę to wam dam jako osobny wątek, jeśli znajdę.
A tak nota bene ekonometrii, bo mi nowa książka wpadła w łapy "Statystyka w
zarządzaniu" No i jak zobaczyłem dział zbieranie próby losowej, sposób
wyjaśniania to trochę mnie zatkało. Wyczytałem tam, że rozkład prób zbiega
do rozkładu normalnego wraz ze wzrostem ilości próbek z danej zbiorowości i
to bez względu na to z jakiego rozkładu, czy to normalnego, jakiegoś
kwadratowego i jakiego sobie ktoś może wymyśleć.
Nie rozumiem tego, mnie na chłopski rozum powinny próbki zbiegać się do
rozkładu z którego te próbki pobieramy???
|
| 2008-03-03 02:20:27 |
Re: ekonomia czy zarz?dzanie |
A.L. |
On Mon, 3 Mar 2008 00:11:31 +0100, "Magnitudo"
wrote:
>
>Hmm... kwestia wariancji poruszana jest na fizyce statystycznej, podobnie
>jak analiza fouriera i inne zaawansowane metody dekompozycji szeregów
>czasowych oraz ich modelowania. Nie mówi?, ?e jestem autorytetem w
>ekonometrii i fizyce. Porównuj?c jedynie programy nauczania widz?, ?e w
>Polsce na fizyce nawet licencjacie taka analiza ju? jest wprowadzana, a na
>MIT ruszaj? j? na PhD w sumie mo?na sobie sprawdzi?.
To tzrecie zadanie z egzaminu jest dosyc trudnie, Panei Magnitudo. Czy
udalo sie ja Panu rozwiazac?...
Neich Pan mi nie mowi ze takie egzamina sa na polskich licencjatach.
A.L. |
|